
Nowelka Zapasy z życiem opowiada o japońskim chłopcu, który po śmierci ojca uciekł z rodzinnego domu od swej matki. Prowadzi życie włóczęgi i sprzedawcy tandetnych towarów, jakich nawet on nigdy by nie zakupił. Schmitt kolejny raz podejmuje wątek wędrówki tułacza, który musi odnaleźć cel istnienia. To lubię w jego książkach. Chłopiec - Jun poznaje na ulicy starca, który codziennie powtarza mu, że będzie grubym chłopcem. Chłopiec uważa, że starzec wygaduje bzdury, bo jest bardzo chudy, a kości wszędzie mu wystają. Nie lubi siebie, nikogo ani świata. Starzec systematycznie przychodzi do chłopca aż pewnego dnia zaprasza go do szkoły sumo.Jumo nie od razu korzysta z oferty. Bez przekonania idzie na pokaz sumo. W zawodnikach widzi opasłych mężczyzn w pieluchach, ale już po jednym wieczorze diametralnie zmienia zdanie, a owe „grubasy” zaczynają w jego oczach być „pociągającymi mężczyznami”. To nieco zbyt szybka przemiana bohatera, a akcja nabiera zawrotnego tempa, ale niektóre rozwiązania autora, poczucie humoru i dobre zakończenie wynagradzają inne potknięcia autora.
Najpiękniejszy i najciekawszy moment opowiadania to wątek korespondencji matki analfabetki i głównego bohatera. Schmitt zaskoczył czytelników nowatorskim pomysłem. Nie ma tu tkliwych frazesów czy lirycznych zwierzeń. Jak kobieta-analfabetka mogła pisać listy? Przeczytajcie sami! Myślę, że to niezwykły sposób wyrażania emocji i okazywania miłości. Może sama skorzystam z tej metody i w taki sposób napiszę do kogoś.
Zdradzę Wam jednak fragmencik :
"W pierwszym liście była biała kartka. Odwróciłem ją, przysunąłem do twarzy, ..., potem, badając ją pod światło, zauważyłem okrągłą plamkę, która rozmiękczyła strukturę papieru, .... Rozpoznałem łzę: mama płakała po moim wyjeździe."
"Zapasy z życiem" umiliły mi bezsenną noc. Czekam na kolejne opowiastki francuskiego filozofa.